Czasem ktoś potępi mnie, pyta jak ja mogę tak żyć. Lecz skłamiesz kiedy powiesz mi, że nigdy nie chciałeś być wolny jak ptak.
RSS
poniedziałek, 01 marca 2010
Ostatnia szansa
Ktoś podał mi rękę. Osoba z przeszłości. Bo nie wiedziała, że tak wygląda moje życie. Bo nie wiedziała tez, że ja - to ja.

Dano mi szansę odbić się od dna. Wyjeżdżam w środę. Nie będę miała czasu na to, by myśleć. Po raz kolejny będę tworzyć coś z niczego. Ale tym razem na bardzo solidnych podstawach.
Jest strach, ale innego rodzaju. Moja wiara we własne możliwości została bardzo nadwyrężona.

Zobaczymy jak będzie.

czwartek, 25 lutego 2010
.
Poddałam się. 
niedziela, 21 lutego 2010
Forma wraca
Dziś po raz pierwszy od tygodniowego już biegania nie złapał mnie kaszel.
Po pierwszych kilkudziesięciu metrach jedynie należało wszystko z siebie wyrzucić i dalej odbyło się już bez przymusowych postojów. Niepokoi mnie tylko ból prawego obojczyka. Chociaż bardzo prawdopodobne, że może to być wynik "spinania się". Zauważyłam, że usztywniam mocno kark i zaciskam dłonie. Jakaś głupia asekuracja.
Może pod koniec tygodnia pokuszę się już o drugą pętlę.
Tylko dlaczego ludzie się tak gapią i komentują "że też się jej chce?". Leniuchy.

Nadal się nie odezwali ze stadniny.


piątek, 19 lutego 2010
I cisza
Obiecanki, cacanki....
Lekceważenie.... ech...

Najgorsze jest, że tracę sprawność i naprawdę nie będę już w stanie pracować w zawodzie.
Nie wiem po co się jeszcze łudzę nadzieją i po co biegam kondycyjnie. Czas to zakończyć.

Mama zasłabła... Nie wiem co będzie dalej :(


Niech mi ktoś pomoże, proszę....


czwartek, 18 lutego 2010
Nadzieja umiera ostatnia
Nie raz przekonałam się, że człowiek jest istotą twardą.
Czasami myślę, że gdybym żyła w innych czasach byłabym kimś w rodzaju wojownika. Takiego do ostatniej kropli krwi.
Gdy leżysz na deskach, potrzeba jednego małego oddechu, by pobudzić siły, które jeszcze drzemią w organizmie. I to wystarcza by wstać i walczyć dalej. Chociaż zadane rany bolą bardzo i przeszkadzają.
Co z tego, że boli ?

Ponownie czekam. Na umowę. Jeżeli będzie odpowiadała... Zobaczymy. Nie jest to takie oczywiste. Jest wiele przeciwności.

A na koniec narażę się wszystkim depeszom i możliwe że zostanę wyklęta, ale... pomimo ogromnego szacunku do tzw wkładu w twórczość... pamięci tego, co dla zespołu zrobił...

Jakoś nie lubię i nigdy nie lubiłam Alana Wildera :D
wtorek, 16 lutego 2010
Bez zmian
"Przeciw złym słowom i całemu światu wbrew".
Siedzą te słowa w głowie. Od bardzo wielu lat. A może od zawsze ?

"Nie liczą się schematy". I stereotypy. Tylko, że ktoś tak myślący nie jest mile widziany.
Ja nie neguję czyjegoś stylu życia i tego co robi. Jego wybór. A że mój jest inny niż większości ? To jest ponoć złe. To, że nie mam własnej rodziny też. "Bo w twoim wieku wypadałoby".

Nie potrafię żyć w mieście. Boję się ulic, boję się murów i samochodów. Nie umiem się poruszać.
Dlaczego nigdy nie zdarzyło mi się zabłądzić w lesie ?
Nie wytrzymuję tęsknoty.

Podobno mam złe oczy....





sobota, 13 lutego 2010
.

Wspomnienia są zbyt trudne.

Wyrzucić, zniszczyc wszystkie zdjęcia.


 

Niemcy 2001 wkkw, og. Kroton trk.

środa, 10 lutego 2010
:/

Muszę zapomnieć ,że na świecie istnieją konie.

Zmarnowałam 31 lat życia. Bo tak bardzo je kochałam...

Tylko co innego mogę w życiu robić ?

wtorek, 09 lutego 2010
DM

 

To już jutro, to już jutro, to już jutro !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

 


Oni prawie rzucają się na ciebie
Może warto zawrzeć rozejm
W tym co próbują zrobić
Nie ma żadnego pożytku

Oni zasypują cię komplementami
Próbują zdobyć dowody
W tym co mówią z taką elokwencją
Niewiele jest prawdy

Jesteś bystry, jesteś silny
Odróżniasz dobro od zła
Przynajmniej do pewnego stopnia
Jesteś mądry, jesteś twardy
Słyszałeś już dość kłamstw
Uśmiechasz się z politowaniem



Jestem prawie pewna, że ich muzyka przyczyniła się w bardzo dużym stopniu, że nadal jestem na tym świecie.

 

niedziela, 07 lutego 2010
Przeszło
Bałam się dzisiejszego dnia okrutnie. Nie mogłam spać praktycznie całą noc. W sumie dopiero od niedawna dotarło do mnie ta cała toskyczność klubu. Wcześniej ją co prawda dostrzegałam, ale znosiłam ( z różnym skutkiem ). Teraz jednak poczułam to bardzo wyraźnie.
Pojechałyśmy z Koleżanką ok godziny 8, żeby zminimalizować możliwość spotkań. Byli tylko stajenni. Wyszykowałyśmy Sierotkę i na halę. Koleżanka bardzo spięta na początku, ale po jakimś czasie przeszło i było całkiem fajnie. Poradziła sobie z kobyłką. Pod koniec - też wina już zapewne zmęczenia jeźdźca kłopoty z zagalopowaniem na lewo. No ale odstawioną łydkę i brak jeszcze stabilnego dosiadu konisko wykorzystało :D . To nic. Koleżanka się zmusiła i dały radę. Zwierz się spodobał. Zobaczymy, wsiądzie sobie jeszcze sama w tygodniu i wtedy podejmie decyzję. Dobrze by było, ale nie zmuszam do niczego. Wiadomo, że na tym etapie musi być wygodnie przede wszystkim jeźdźcowi.

Dostałam od Koleżanki pastele suche. Nigdy w życiu jeszcze takimi nie malowałam i strasznie jestem tego ciekawa.

Ech no a ja aktualnie czekam na gości. Wieczorem powróci strach, bo jutro do lekarza... Z drugiej strony chcę, by w końcu doszli do tego co mi jest, zaczęli leczyć bo zmęczona jestem już bardzo. Psychicznie także.

Później zacznę się martwić brakiem koni.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11